poniedziałek, 23 maja 2011

Czy można zarazić się czymś od kogoś leżąc już w łóżku z gorączką? Otóż można.

Ja zaraziłam się od mojej mamy - haftem krzyżykowym.;) Pierwszy mój haft jednak nie należy do takich, którymi można się chwalić.:) Mama w zasadzie też dopiero zaczynała wtedy swoją przygodę z haftem i miałyśmy niestety niewłaściwą kanwę, która wydłużała każdy obrazek. Ucząc się na własnych błędach i nabierając doświadczenia obie zaczęłyśmy z czasem wyszywać obrazki, które coraz bardziej zaczęły się nam podobać.:)

Jeden z pierwszych moich haftów powędrował w prezencie do mojej przyjaciółki Asi, na mazury.:)


Obdarowana ucieszyła się bardzo i miś ma się u niej świetnie.;)
Bardzo spodobały mi się wzory uroczych miśków Tatty Teddy, więc niedługo później powstał miś dla kolejnej bardzo ważnej dla mnie osoby.:)


Tego zawstydzonego słodziaka dostała w prezencie moja przyjaciółka Ola - misiek oprawiony w błękitną ramkę stoi u niej w pokoju na parapecie.:)


Prezent, który zrobiło się własnymi łapkami zawsze bardzo cieszy.:) Kiedy więc zbliżały się pierwsze walentynki, które spędziłam z moim, wtedy jeszcze, narzeczonym, nie miałam wątpliwości co do tego jaki prezent ode mnie dostanie.:)


Misiek spodobał się bardzo, a już pół roku później również mój narzeczony zaraził się haftowaniem.:) A na pół roku po ślubie dostałam od niego piękny haft z dwoma misiami Tatty Teddy..:)


Słonecznego i spokojnego wieczoru!:)

1 komentarz:

  1. sama nie wiedzialam ze haft krzyzykowy tak mnie wciagnie
    dobrze wiesz co mnie zmobilizowalo by w ogole zaczac ;)
    Twoje hafty sa bardzo sliczne takie wypieszczone i takie Twoje bo to juz Twoje mala tradycja dolozyc cos od siebie lub nieco zmienic :)

    OdpowiedzUsuń